| Autor: | Semko P. Koroza | |
| Data: | 28.01.2003 | |
| Źródło | -
http://www.magazyn.ekumenizm.pl/content/article/20030128162716427.htm |
|
|
Tak się jakoś w naszym "chrześcijańskim" kręgu kulturowym dzieje, że z dwóch biegunów etycznych nadzwyczaj często bardziej zajmującym okazuje się zło, które tradycyjnie personifikowane jest pod postacią szatana. Nasza wizja tej osoby pochodzi najczęściej z legend chłopskich czy kupieckich dawnej Polski, takich jak choćby dobrze znana baśń o diable Rokicie z Łęczycy. Diabeł jest więc zawsze niemal otoczony kłębami cuchnącej siarki, obłokami dymu. Ubrany jest z niemiecka, z czego w głowie pozostał mi teraz jedynie kusy kaftan - stąd zresztą inne, ludowe imię diabła, kusy - oraz błyszczące lakierki skrywające przed naiwnymi jego końskie kopyta zastępujące stopy. Miewa też na głowie mały myśliwski kapelusik. Jakby nie patrzeć są w sumie osobnikami raczej nieszkodliwymi i
sympatycznymi. Ich sukcesy w kuszeniu przyćmiewa znacząca ilość
bezmyślnych porażek w starciach z ludźmi, których mają pogrążyć. Diabły, tak jak anioły mają więc swoją hierarchię. Również Żydowska tradycja, zwłaszcza ta z naszych rejonów geograficznych i czasów pochrystusowych, przypisuje im hierarchiczność i - poza Lucyferem właśnie - głupotę oraz niemożność odniesienia zwycięstwa w konfrontacji z pobożnym człowiekiem. Co istotne diabły, tzn. całe piekło, zdają się być w stałej dwustronnej łączności z niebem. W najnowszym "Almanachu Żydowskim na 5758 (1997-1998)r."[1] znaleźć
można doskonałe opowiadanie Icchaka Lejbusza Pereca "Z powodu szczypty
tabaki", w którym diabły zaniepokojone nienagannością gasnącego życia
chełmskiego rabina (nienaganność stwierdził jeden z nich - szatan[2] -
przebywając w kamerze życia, w niebie), usiłują na różne sposoby skusić
starca do złego. Czynią to tym chętniej, że stawką sukcesu jest awans w
hierarchii piekielnej. W końcu najmłodszy z nich osiąga sukces i
awansuje. Ważne jest jednak nawet nie tyle kto i w jaki sposób zwycięża
prawość starego rabina, ile to, że czyni to dopiero po uzyskaniu
aprobaty NIEBA. Zanim jednak do tego dojdziemy zadajmy sobie jeszcze jedno pytanie. Czy szatan przedstawiony tak, jak w naszych ludowych legendach, czy jak we wzmiankowanym powyżej "Almanachu..." wydaje nam się choć trochę przeraźliwy, straszny, niebezpieczny..? Czy boimy się go? Może właśnie dlatego, że nie widzimy najmniejszego powodu do strachu,
może również dlatego, że żyjemy w kulturze niewątpliwie zmierzającej w
stronę skrajnego hedonizmu, zaczynamy tworzyć pojawiające się już od
jakiegoś czasu teorie - kiedyś obecne jedynie w satanizujących i
satanistycznych sektach - wedle których szatan jest humanistą i kimś w
rodzaju ukaranego przez Boga Prometeusza. W ten sposób, jak w greckim
micie, staje się męczennikiem dla dobra człowieka, któremu pragnie
pomagać. To, jak widać, kolejna wizja nieszkodliwego, poczciwego
szatana, który ukarany został nie za co innego, jak tylko za chęć bycia
bardziej humanitarnym od nieludzko dalekiego, oficjalnego, zimnego,
wyniosłego Boga. Wróćmy teraz do Biblii jako gruntu, na którym chcemy obserwować
szatana i badać jego istotę. ST, niewątpliwy unikat literatury religijnej starożytnego Wschodu, potwierdził także swoją unikalność potraktowaniem problematyki demonologicznej. Słuszność takiego stwierdzenia dostrzeżemy omawiając demonologię ST oraz znajdowane tam ślady praktyk skierowanych przeciw istotom demonicznym. Kultury ościenne, od których Izrael nie mógł być odizolowany, posiadały monstrualnie rozwinięte demonologie. ST tymczasem sprawia wrażenie niezauważania tej problematyki. Niedostrzeganie to nie może być jednak rozumiane absolutnie, albowiem - jak słusznie zauważył Bent Noack - "szatan i demony także ST nie są nieznane, a wiara demoniczna i obawa przed demonami w wielu miejscach są zakładane". Dlaczego tak się działo? Dlaczego autorzy starotestamentowych ksiąg wybrali taką linię postępowania i tak konsekwentnie pozostawali jej wierni? Jak powszechnie wiadomo, centralną myślą ST przenikającą wszystkie jego księgi była idea monoteizmu /Pwt 6, 4; Wj 20, 3; 22, 19/. Autorom starotestamentowych wypowiedzi bardzo zależało, aby nie narazić na szwank tej jakże cennej i oryginalnej idei. Niebezpieczeństwo takie stanowiłaby akceptacja obok Boga istniejących niezależnych albo wrogich mu istot.[3] Choć ta tendencyjna ostrożność autorów ST nie wydaje mi się pierwszoplanowym powodem ich powściągliwości w mówieniu o demonach prawdą jest, iż ST nie szafuje wypowiedziami dotyczącymi demonów nazbyt często. Jest ich jednak na tyle dużo w tradycji i literaturze około biblijnej - jak choćby Talmud, że łatwo można znaleźć stosunkowo dużo materiału dla przeprowadzenia próby systematyki. Talmud prezentuje różne istniejące w okresie jego kształtowania opinie na temat pochodzenia złych duchów: "Według jednej opinii stanowią one część Bożego stworzenia. Do rzeczy stworzonych w wilię pierwszego szabatu zaliczono mazzikin , czyli szkodliwe duchy (Awot 5, 9). Do tekstu: "Potem rzekł Bóg: Niech wyda ziemia istotę żywą według rodzaju jej." (Rdz. 1, 24) dopisano komentarz: "Chodzi tu o demony, których dusze stworzył Święty Jedyny (niech będzie błogosławiony!), jednakże gdy już miał stworzyć ich ciała, uszanował szabat i nie stworzył ich" (Gen. R. 7, 5). Uważano je zatem za istoty bezcielesne."[4] Owa bezcielesność demonów zapewniała im możliwość bycia niezauważalnymi dla człowieka, a przez to o wiele niebezpieczniejszymi. Demony mogły również niekiedy przybierać zapożyczone od przedmiotów, istot lub ich krzyżówek kształty. Ich oryginalny wygląd, jak wierzono, był tak straszny, że brak fizycznego ciała odbierano jako wynik Bożej troski o człowieka, ponieważ gdyby ten mógł je zobaczyć - oszalałby niechybnie. Jakkolwiek wyobrażano sobie demony, wiara w nie - niezależnie od stanowiska Biblii była niezmiernie mocno zakorzeniona, stanowiła integralny element rzeczywistości w czasach tak staro-, jak i nowotestamentowych. "Wiara w złe duchy była tak mocno zakorzeniona tak pośród ludzi wykształconych, jak i pospólstwa, że Talmud włączył ją do swego prawodawstwa. Wydając decyzje prawne rabini formułowali zalecenia, które zakładały realne istnienie demonów. Na przykład przy omawianiu praw dotyczących dozwolonych i niedozwolonych czynności podczas dnia szabatu, stwierdzono: "Kto gasi lampę z obawy (że zostanie zaatakowany) przez gojów czy rabusiów lub ze strachu przed złymi duchami, wolny jest od winy. (Szab. 2, 5). "Jeśli ktoś zostaje wyciągnięty z domu poza dozwoloną odległość, jaką wolno przebyć w szabat - czy to przez gojów, czy przez złego ducha - nie powinien przejść dobrowolnie więcej aniżeli cztery łokcie." (Eruw. 4, 1)."[5] Jedną z ważniejszych przyczyn popełniania grzechów było opętanie przez złego ducha, który pozbawiał swą ofiarę panowania nad sobą oraz rozumienia czynów przez nią popełnianych. Skąd pochodzą demony, złe duchy? Jak wyglądają? Jak się nazywają? "Pod trzema względami przypominają one usługujące anioły, a pod trzema istoty ludzkie. Podobnie, jak usługujące anioły mają skrzydła, fruwają z jednego końca świata na drugi i znają przyszłość. Podobnie jak istoty ludzkie jedzą, piją, rozmnażają się i umierają (Chag. 16a) Niektórzy dodają: Mają moc zmieniania swego wyglądu i potrafią widzieć, przy czym same są niewidzialne."[6] Kolejne pytanie, które możemy sobie zadać dotyczy ich liczebności. Ile jest demonów? "<> - rzekł pewien rabbi; inny zaś oświadczył: <> (Tanhuma Miszpatim par. 19). R. Johanan rzekł: W Sichnin[7] mieszka trzysta gatunków demonów, lecz co do demona żeńskiego, to nie wiem jaki on jest. (Git. 68 a). Chociaż normalnie są one niewidzialne, jednak istnieją sposoby, by wykryć ich obecność, a nawet je zobaczyć. "Kto chce ujrzeć ślady ich stóp powinien wziąć przesiane popioły i rozsypać je wokół łóżka. Rano zobaczy coś, co przypomina ślady kogucich łap. Kto chce je ujrzeć powinien wziąć pozostałość po porodzie czarnej kocicy, potomstwo czarnej kocicy, pierworodnego z pierworodnego, upiec w ogniu, zetrzeć na proszek, napełnić nim oczy, a wtedy je zobaczy."[8]. Popioły czarnej kocicy są zresztą często spotykanym - przede wszystkim - w arabskich księgach środkiem magicznym, kogut natomiast, ze względu na to, iż pieje po ciemku, dla ludzi Wschodu, reprezentuje siły ciemności. Talmud utożsamia na przykład wymienianych w II Krl. 17, 29 - 30: bożków pogańskich Sukkot-Benota - z kurą, a Nergala - z kogutem. " Tworzył sobie jednak każdy z tych ludów własnych bogów i wstawiał ich do świątynek na wyżynach, jakie pobudowali Samarytanie, każdy w swoich miastach, w których się osiedlił. I tak Babilończycy stworzyli sobie Sukkot-Benota, Kutejczycy stworzyli sobie Nergala, Chamatczycy stworzyli sobie Aszimę;" Demony miały również swoje ulubione miejsca, takie jak woda (studnie,
potoki, naczynia z wodą), ruiny domów, latryny, pustynia, miejsca
zacienione, nocna ciemność. Tam przebywały i w trakcie opętywania ludzi
i poza nim. "Na głowie lwa i na nosie lwicy znalazłem demona Bar Szirika Panda; w dolinie, gdzie rosną pory, biję go, szczęką osła go uderzam (Szab. 7a)."[9] Znany szeroko - przynajmniej w legendzie - z wielkiej biegłości w układaniu zaklęć mających wypędzać demony był król Salomon, jego sztuką posługiwało się jednak wielu innych przez długi czas. Józef Flawiusz na przykład tak o tym pisze: "Tak wielka była roztropność i mądrość, której Bóg udzielił Salomonowi, że przewyższał on nią wszystkich ludzi dawnych, a nawet Egipcjanie, którzy ponoć górują nad wszystkimi ludźmi bystrością umysłu, nie tylko nie dorównywali Salomonowi, ale pozostawali daleko w tyle za roztropnością króla. [...] Bóg obdarzył go również znajomością sztuki stosowanej przeciwko demonom w celu wspomagania i leczenia ludzi. Układał więc Salomon zaklęcia przynosząc ulgę w chorobach i zostawił po sobie formuły egzorcyzmów, za pomocą których ludzie opętani przez demony mogą je wygnać tak, że nigdy nie wrócą. Taki rodzaj leczenia do dziś dnia wielką cieszy się u nas powagą. Byłem na przykład świadkiem jak pewien Eleazar, mój rodak, w obecności Wespazjana, jego synów, trybunów i tłumu innych żołnierzy uwalniał ludzi opętanych przez demony, a dokonywał tego leczenia w następujący sposób: Do nozdrzy opętanego przytykał pierścień, pod którego pieczęcią znajdował się jeden z korzeni określonych przez Salomona, a gdy ów człowiek go powąchał, Eleazar wyciągał zeń demona przez nozdrza: wówczas uleczony natychmiast padał na ziemię. Eleazar zaś zaklinał demona - wypowiadając imię Salomona i powtarzając ułożone przez niego zaklęcia - by nigdy już nie wrócił do tego człowieka. A pragnąc przekonać widzów, że istotnie ma taką moc, stawiał w pobliżu puchar albo miednicę pełną wody i nakazywał demonowi, wychodzącemu z człowieka, by przewrócił to naczynie, dając widzom dowód, iż opuścił człowieka. Gdy tak się działo, w całej pełni objawiała się roztropność i mądrość Salomona."[10] Wiemy już zatem, w czym demony podobne są do aniołów i do człowieka, wiemy że jest ich ogromnie wiele, wiemy że dla ludzi Biblii i tych "około biblijnych" były kimś bardzo realnym i wiemy gdzie przebywały najchętniej oraz, że istnieją formuły którymi można je wypędzać lub odpędzać. Pora teraz na próbę systematyki. Zacznijmy od wypowiedzi biblijnych. Wspomnieć tu można przede wszystkim o demonach posiadających imiona i jednostkową historię, jak choćby demon nocy - Lilit (Iz. 34, 14), oraz o demonach bezimiennych, jak choćby te które można zgromić / wypędzić jedynie w specjalny sposób - jak mówił Jezus (Mat. 17, 21): "... ten rodzaj nie wychodzi inaczej, jak tylko przez modlitwę i post.". Można mówić o demonach, które występują pojedynczo i o tych, które
pojawiają się w dużych grupach (Mk. 5 1 -13): Można wreszcie powiedzieć, że napastują nie tylko ludzi, ale i
zwierzęta, spośród których najbardziej wystawione na niebezpieczeństwo
opętania są psy. Pierwszym przedstawicielem tej grupy niech będzie AZAZEL, którego
imię nie posiada żadnych odpowiedników wśród kultur ościennych Izraela,
często natomiast pojawia się w literaturze apokryficznej. Stary
Testament wspomina je czterokrotnie w Lev. 16, 8 i 10 i 26. Drugim przedstawicielem tej grupy demonów jest ASMODEUSZ. Imię to występuje w deuterokanonicznej księdze Tobiasza 2 razy: Tob, 3, 8 i 17. Jego prawdopodobnym odpowiednikiem / źródłem w literaturze irańskiej był demon Aeszma Daeva. W księdze Tobiasza oskarżany jest on o spowodowanie śmierci siedmiu kolejnych mężów Sary, córki Raguela. Sposób działania tego demona podobny jest do znanego z innych miejsc ST (Hi. 1, 12; 2, 6; I Krn. 21, 1): "Na to rzekł Pan do szatana: Oto wszystko co ma jest w twojej mocy, tylko jego nie dotykaj! I odszedł szatan sprzed oblicza Pana." (Hi. 1, 12) Trzecią przedstawicielką tej klasy demonów jest stosunkowo najszerzej
znana w literaturze około biblijnej, choć wymieniana tylko raz w ST
LILIT. Lilit posiada swoje odpowiedniki w demonologii babilońskiej - Lilitu,
Ardat Lili. Bardziej prawdopodobne od zapożyczenia z Babilonu jest
jednak hebrajskie, odrzeczownikowe pochodzenie tego imienia. Istnieje
także możliwość, zgodnie z którą Lilit jest zapożyczeniem z
sumeryjskiego, od słowa "lulu" oznaczającego "rozwiązłość". Niezależnie
od etymologii demon nazwany tym imieniem mieszkał głównie w ruinach i na
pustyni. Przybierał żeńską formę i dla przywodzenia do zguby swych ofiar
posługiwał się "odwieczną" bronią swej żeńskiej płciowości. Lilit
częściej aniżeli w ST pojawia się w literaturze i tradycji około
biblijnej, czego śladem jest chociażby fragment opowiadania Icchaka
Lejbusza Pereca cytowanego już poprzednio, gdzie czytamy: Do tej grupy można też zaliczyć inne postacie demoniczne pojawiające
się na kartach ST, jak chociażby: LEWIATAN, pojawiający się w ST
pięciokrotnie (Hi. 3, 8; Ps. 74, 14; 104, 26; Iz. 27, 1). Izajasz
opisuje go w następujący sposób: Następny rodzaj demonów występujących w Biblii i literaturze około biblijnej, to te, które nazywane są jedynie przy pomocy "nazw gatunkowych" występujących zazwyczaj w pluralis - co zdaje się sugerować większą liczbę opisywanych nimi złych duchów. Istoty te od powstania greckiego przekładu LXX określane są zbiorczym terminem "daimonia". Do tej grupy możemy zaliczyć: SZEDIM (demony) jedynie dwa razy
wymienione na kartach ST (Deut. 32, 17; Ps. 106, 37). SZEJIRIM (kosmacze) pojawiają się w ST jedynie cztery razy (Iz. 13,
21; 34, 14; Lev. 17, 7; II Krn. 11, 15). Ich nazwa najprawdopodobniej
pochodzi od hebr. słowa "szajid" - "kosmaty" nawiązując do postaci
kozła. I wreszcie ostatnia grupa demonów to te, których imiona stanowią
plagi, choroby lub zjawiska z nimi utożsamiane. Do tej grupy można zaliczyć takie postacie, jak: KETEW - demon zarazy
/ plagi (Oz. 13, 14; Ps. 91, 6): KETEW MERIRI - demon zarazy południowej (Deut. 32, 24), DEWER - demon śmierci (Oz. 13, 14; Ps. 91,6; Ex. 5, 3; Lev. 26, 25), RESZEF - demon gorączki (Deut. 32, 24 Ha. 3, 5) dopełniają miary tej grupy istot demonicznych. To z grubsza wyczerpuje możliwość hierarchizowania złych duchów w ST - poza jednym z nich, o którym zaraz powiemy. Tym który zgodnie z koncepcją, jaką pragnę tu przedstawić łączy ST i NT w ich relacjach dotyczących demonów różnego rodzaju jest SZATAN. Dla lepszego zrozumienia jego roli omówmy najpierw - zanim zajmiemy się nim - demony opisane w NT. NT używa wielu określeń dla opisania pojawiających się na jego kartach istot demonicznych. W sumie określeń ich dotyczących jest 15. Pierwszymi złymi mocami, które tu wymienimy niech wolno nam będzie
uczynić DEMONY. Drugi rodzaj złych mocy to DUCHY (pneuma), które samodzielnie i w
rozmaitych złożeniach pojawiają się w NT 52 razy. MOCE ("dinameis") i POTĘGI ("ekxousiai") to trzeci rodzaj złych
istot. Czwartym przykładem demona w NT jest SMOK ("drakon"). WŁADCA, piąte określenie ("arcon"), czasem pojawia się w formie "
WŁADCA TEGO ŚWIATA", ANIOŁOWIE ("aggeloi"), również i oni, jako szósta odmiana nieczystych
duchów pojawiają się na kartach NT. Tak, jak w przypadku mocy i potęg
negatywną konotację determinuje kontekst. Sam termin "Anioł" oznacza
bardziej pełnioną funkcję, aniżeli nazwę własną. Siódme określenie to: ZŁY - "poneros"pojawia się w NT 11 razy na oznaczenie diabła przez określenie tego iż jest on całkowitym przeciwieństwem Boga. Ósme imię demona to WĄŻ STARODAWNY - "ofis arcaios". W ostatniej księdze NT per analogiam do pierwszej księgi ST utożsamia się go z diabłem i szatanem. Wąż jest tym, który zwiódł Ewę. Jego inteligencja jest wręcz przysłowiowa. BELZEBUB - "beelzeboul" pojawia się jedynie 7 razy (Mt. 12, 24;, 25, 27; Mk. 3, 22; Łk. 11, 15, 18n) w połączeniu z polemiką pomiędzy faryzeuszami i uczonymi w Piśmie a Jezusem, gdy ten wypędzał demony. Belzebub uważany jest za imię własne jakiegoś rodzaju przywódcy demonów, a także za synonim słowa "szatan". Dziesiąte określenie - WRÓG - "ecthros" występuje w NT dość wiele razy i zazwyczaj nie odnosi się do istot demonicznych, choć jest chyba jednym z najtrafniej oddających ich istotę określeń. W kontekście demonicznym pojawia się w zasadzie tylko 4 razy w przypowieści o pszenicy i kąkolu (Mt. 13, 25, 28, 39). Termin ten wskazuje ostatecznie na osobowego, pełnego podstępu i skrytości, wroga Boga. ANTYCHRYST - "anticristos" - określenie jedenaste - występuje jedynie 5 razy i jedynie w listach Janowych (1 J. 2, 18, 22; 4, 3; 2 J. 7)oznaczając jednostkowe albo zbiorowe istoty wrogie Chrystusowi. "Wielu egzegetów w terminie "antychryst" widzi, jeżeli już nie samego szatana, to przynajmniej jakąś nieokreśloną jednostkę ludzką będącą jego reprezentantem."[18]. Określeniem dwunastym jest KUSICIEL - " peirazon" pojawiający się w podstawowej formie tylko 2 razy w NT na oznaczenie tego, który kusi, odwodzi od Boga. Wyraźnie zaznaczone są sfery jego zainteresowań w NT: zwodzenie Jezusa podczas jego życia i działalności ziemskiej oraz zwodzenie, kuszenie tych, którzy poświęcili swe życie Jezusowi. Trzynaste określenie - BELIAR - "beliar" - pojawia się tylko 1 raz (2
Kor. 6, 15). Etymologia tego imienia nie jest jasna, choć niektórzy
zakładają, że może wiązać się ono z rdzeniem "blj" wyrażającym negację. Wreszcie na koniec dochodzimy do najistotniejszych określeń złych mocy pojawiających się w NT. Czternastym z kolei, a pierwszym z tych dwóch jest DIABEŁ -
"diabolos". I wreszcie dochodzimy do ostatniego, piętnastego już terminu, zarazem
kluczowego słowa dla niniejszego wykładu, do SZATAN-a - gr. "satanas",
hebr. "szatan". 1. spotykamy go jako tego, który chce zawrócić Jezusa z Jego drogi
już na samym początku Jego działalności, co widać w scenie kuszenia (Mk.
1, 13; Mt. 4, 10). Ten sam zamiar przyświeca mu zresztą również, gdy
Piotr jest przez Jezusa nazwany "szatanem" (Mt. 16, 23; Mk. 8, 33) kiedy
usiłuje powstrzymać Go przed śmiercią krzyżową, jak również kiedy
posługuje się Judaszem przy wydaniu i pojmaniu Jezusa (Łk. 22, 3; J. 13,
27). Oprócz wymienionych powyżej lub raczej obok nich istnieje jeszcze jedna koncepcja wyjaśnienia roli jaką spełnia w Piśmie Świętym szatan. Koncepcja ta odwołuje się do jednej z możliwych etymologii samego imienia Szatan. Jeżeli bowiem założymy, iż może ono wywodzić się od hebrajskiego słowa "szytna" oznaczającego "oskarżyciela", "prokuratora", "prowokatora" wtedy per analogiam do funkcji przez to słowo opisywanej możemy pokusić się o wyjaśnienie roli, jaką odgrywa szatan na dworze Bożym. Umiejscawia nas to jednak oczywiście głownie na gruncie ST. Kim był oskarżyciel, prokurator na królewskich dworach Izraela? Rola oskarżyciela, prowokatora epoki starotestamentowej polegała
również na wdawaniu się w spór z ewentualnym oponentem króla. Sam król
nie mógł bowiem występować jednocześnie jako sędzia wydający werdykt -
którym był ex officio - i strona w konflikcie. Potrzebny był mu wobec
tego ktoś, kto zamiast niego występowałby jako strona konfliktu - takim
kimś był właśnie szatan. Na gruncie ST możemy dla poparcia tej teorii przytoczyć chociażby
przykład Hadada Edomczyka i Rezona syna Eliady, o którym czytamy, że: W zasadzie wszystkie starotestamentowe relacje o szatanie, które
przejrzałem przygotowując ten wykład łatwo dają się interpretować w
świetle powyższej teorii. Dopiero NT wprowadza bardziej niezależną od
Boga, ale i odrzuconą, zdymisjonowaną osobę szatana. Wygląda to tak, jak
gdyby Bóg w soteriologicznej epoce ST oceniający człowieka na podstawie
prawości Zakonu, w Jezusie Chrystusie zmienił podejście - co przecież
rzeczywiście miało miejsce - i zrezygnował na rzecz łaski z surowości
Zakonu. Szatan jednak nie mógł tego pojąć i zaakceptować. Jego działanie
- jak choćby w przypadku kuszenia Jezusa, gdzie zdaje się usiłować
spowodować bunt zanim ten w naturalny sposób sam mógłby się pojawić (co
miało mieć ew. miejsce później podczas modlitwy na Górze Oliwnej i w
słowach "Eloi, Eloi, lama sabachtani[23]") - nosi więc ewidentnie cechy
tej samej roli oskarżyciela ST-owego. Bóg jednak nie potrzebuje już
swego szatana, takiego, jak w epoce Zakonu. Zwalnia go, co wyraża choćby
Zachariasz w swoim proroctwie, gdy mówi: Ponieważ szatan nie chce, czy nie może w to uwierzyć i z tym stanem rzeczy się pogodzić - buntuje się, odmawia posłuszeństwa. Odtąd jego przedsięwzięcia nabierają już zupełnie przeciwnych łasce Bożej cech. Odtąd staje się największym przeciwnikiem i człowieka i przede wszystkim Boga, któremu kiedyś służył. Rola szatana - jako Bożego wysłannika - kończy się definitywnie w tym momencie - powtórzmy to raz jeszcze - gdy Bóg do sądzenia człowieka przestaje wykorzystywać prawdę "śmierci" (czyli gdy miernikiem prawości przestaje być Zakon), a zaczyna używać prawdy łaski (punktem zwrotnym jest tu oczywiście krzyż Chrystusa). Ponieważ szatan nie akceptuje tego faktu i działa dalej w oparciu o poprzednie zasady, które teraz stoją już w wyraźnej sprzeczności z rozwiniętym etapem Bożego planu zbawienia człowieka, szatan działa już jako funkcjonariusz w Jego służbie, ale jako wyraźny przeciwnik Boga. Okresowo do pełnienia jego roli powoływani są wciąż jeszcze ludzie, ostatecznie jednak po zrezygnowaniu przez Boga z tego rodzaju usług na rzecz łaski skoncentrowanej w krzyżu Chrystusa, określenie "szatan" dotyczy już raczej wyłącznie złego ducha i ludzi przez niego zwiedzionych, opętanych, aniżeli funkcjonariuszy działających dla dobra Bożego Królestwa.. Wizualizację dymisji szatana prezentuje Jan, gdy opisuje zrzucenie
węża i jego aniołów z nieba, a także Łukasz cytujący słowa Jezusa: W ten sposób nie znajdujemy zupełnie w Piśmie Świętym pożywki dla pojawiających się tu i ówdzie tendencji do odpersonifikowywania szatana, czynienia z niego raczej nazwy dla ogólnej zasady zła, aniżeli przypisywania mu konkretnej indywidualności, osobowości. W ten sposób nie znajdujemy też jednak pożywki dla mitologizowania szatana, a zwłaszcza dla infantylnych wyobrażeń "kusego" straszących wiejskie dzieci po nocach. Szatan w Biblii - widać to zwłaszcza po strąceniu z nieba, a więc po
jego dymisji - jest bardzo osobowy, bardzo konkretny i bardzo
niebezpieczny. Na szczęście jednak każdy z wierzących ma doskonały
środek obronny przeciwko jego zakusom, a mianowicie: Mam nadzieję, że powyższy wywód zdołał choć trochę pomóc nam w zrozumieniu roli szatana, usystematyzowaniu wizji demonów przedstawianych tak w Starym, jak i w Nowym testamencie oraz choć trochę wszystkich zainteresował.
______________________________ [1] Perec Icchak Lejbusz, Z powodu szczypty tabaki
[:w] Almanach Żydowski 1997 - 1998, Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich
w RP., ss. 43 - 53. |
Ostatnie uaktualnienie: 24 Października 2010
Napisano: 15 Października 2010
Ostatnie uaktualnienie: 24 Października 2010
powrót